Wychowawcza rola szkoły?

Kim jest uczeń ? Podmiotem, obiektem starań pedagogów – czy przedmiotem wychowawczego formowania? I jaką postać może przyjąć “wychowywanie”?

 

W protestach, rozpoczętych po ogłoszeniu (bo jeszcze nie opublikowaniu) wyroku tzw. Trybunału Julii Przyłębskiej, uczestniczy wielu młodych ludzi, którzy mają tego pecha, że jeszcze “chodzą do szkoły”.

Oni, jak też ich koleżanki i koledzy, którzy nie zdecydowali się wyjść na ulicę, dają wyraz swoim poglądom ustawiając na platformach szkolnych profile z błyskawicą.

Dlaczego “mają pecha”? W ugruntowanej tradycji polskiej oświaty uczniowie są na samym dole łańcucha pokarmowego. Taki już mamy klimat edukacyjny, że uczniowie i uczennice mają prawo wypowiadać swoje zdanie pod warunkiem, że będzie echem poglądów nauczyciela. Nie dziwota, że gdy “dzieciaki” zaczęły upubliczniać poglądy odbiegające od tego wzorca, personel pedagogiczny stanął okoniem. Oczywiście, nie wszędzie i nie wszyscy, ale media pilnie zbierają przykłady – artykuł zamieszczony w “natemat” można przeczytać TUTAJ.

To wielka ironia losu: uczniowie działają w ramach przysługujących im praw (Deklaracja Praw Dziecka, Konwencja o Prawach Dziecka, Konstytucja RP, podczas gdy dorośli “wychowawcy” używają środków przemocowych, ocierających się o akty bezprawia czy też wręcz spełniający definicję gróźb karalnych.

Dobrym przykładem jest przypadek Jakuba Al-Darawsheh, ucznia klasy maturalnej XL LO im . Stefana Żeromskiego w Warszawie. W zeszłym tygodniu ustawił jako zdjęcie profilowe grafikę Aborcji bez granic (z symbolem błyskawicy i numerem organizacji). Sam Kuba mówi o sobie, że nie pierwszy raz zamącił. Cóż, “doigrał się” – dostał oparte na mętnych podstawach polecenie zmiany zdjęcia, był obrażany i zastraszany – również perspektywą trudności w nauce. Kiedy maturzysta oparł się żądaniom, zdjęcie zostało zmienione przez administratora systemu.

Dla Kuby smutne jest nie tylko to, że władze szkolne uległy naciskowi ministerstwa i kuratorki, ale że do akcji włączyli się nauczyciele, nazywając osoby symaptyzujące z protestami “terrorystami, wandalami i osobami z zaburzeniami psychicznymi”.

Oświata wymaga naprawy systemowej, ale opisanych wyżej zachowań “pedagogów” nie załatwi się zmianami aktów prawnych. Niestety, mamy do czynienia z wyjątkową brutalizacją życia społecznego I z upadkiem norm etycznych – również zawodowych. Te szkody trudno będzie naprawić.

Próbować trzeba wszak zawsze. Protestujący, mimo używania w swoich hasłach wulgaryzmów, są chyba lepiej wychowani, jeśli wziąć pod uwagę troskę o dobro narodowe.

Kto więc powinien kogo wychowywać?