Dla kogo ten pasztet?

Zofia Grudzińska: Jako żywo, zatrudnieni w Ministerstwie Edukacji Narodowej chcą za wszelką cenę udowodnić swoją przydatność (w szkole peerelowskiej uczniowie robili to tak, że jedna klasa kopała rów wzdłuż ogrodzenia, a druga go zasypywała i to się nazywało działanie na rzecz społeczeństwa).

W ramach tego działania pojawia się oto projekt „bardzo ciekawego rozporządzenia” – zupełnie nowego w systemie oświaty – w sprawie wykazu zajęć prowadzonych bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz przez nauczycieli poradni psychologiczno-pedagogicznych oraz nauczycieli: pedagogów, psychologów, logopedów, terapeutów pedagogicznych i doradców zawodowych. Po pobieżnej analizie z projektu wynika, że… nic z niego nie wynika.

Projekt Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie wykazu zajęć prowadzonych bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz przez nauczycieli poradni psychologiczno-pedagogicznych oraz nauczycieli: pedagogów, psychologów, logopedów, terapeutów pedagogicznych i doradców zawodowych

A teraz poważnie: proponowane rozporządzenie budzi wiele wątpliwości.

Pierwsza jest fundamentalna i dotyczy problemu wskazywanego przez Radę Legislacyjną i Biuro Analiz Sejmowych w przypadku Ustawy o finansowaniu zadań oświatowych – dochodzi do dekonsolidacji przepisów oświatowych, co uniemożliwia ich jasną wykładnię, a więc stosowanie.
Obecnie problematykę poruszaną przez rozporządzenie reguluje kilka ustaw i rozporządzeń – ustawa PO, ustawa o finansowaniu, ustawa KN, a na poziomie rozporządzeń – m.in. rozporządzenia w sprawie pomocy pedagogiczno-psychologicznej, kształcenia niepełnosprawnych, doradztwa zawodowego, ramowych planów nauczania.
Takie rozproszenie przepisów w obrębie danego zagadnienia powoduje w szkołach ogromne trudności w prawidłowym organizowaniu pracy szkoły.

Druga rzecz to pytanie, na ile tytuł rozporządzenia odpowiada jego treści. Mówi o „wykazie zajęć”, natomiast treść rozporządzenia to ogólne opisy zadań. Powstaje więc pytanie, czym na gruncie prawa oświatowego jest „zajęcie”. Z tą definicją jest od dawna problem, obecny projekt tylko go pogłębia.

Trzecia wątpliwość jest już merytoryczna – projekt de facto polega na tym, ze wyjęto w sposób mocno przypadkowy z różnych rozporządzeń różne zapisy i zrobiono z nich nowe rozporządzenie. Nie wnosi ono żadnej nowej jakości i nic nie porządkuje. Wprowadza problem – przypisano wszystkie zajęcia wszystkim specjalistom bez zastrzeżenia, że należy je przypisywać „odpowiednio”, czyli bez ograniczenia rodzaju zajęć do rodzaju specjalności nauczyciela.
Można to wytłumaczyć tylko tym, że większy poziom szczegółowości spowodowałby jeszcze większy bałagan – bo tak naprawdę tylko dyrektor wie, czy dany doradca zawodowy może dokonywać jednocześnie np. wielospecjalistycznej oceny.

MEN powiela tu swój błąd pierworodny – chce decydowa
na poziomie centralnym o wszystkim, a przecież wiadomo, że im więcej szczegółowych przepisów, tym więcej problemów.

Kolejna merytoryczna sprawa i jednocześnie czwarte pytanie wyłania się w punkcie, gdy okazuje się, że większość z zadań przypisanych specjalistom mają wykonywać w myśl innych przepisów także nauczyciele niespecjaliści. Np. właśnie ta wielospecjalistyczna ocena, która w innym przepisie jest opisana tak: „Zespół, co najmniej dwa razy w roku szkolnym, dokonuje okresowej wielospecjalistycznej oceny poziomu funkcjonowania ucznia”.
Przypominamy, że wspomniany „zespół” to m.in nauczyciele przedmiotowi i specjaliści. Zaś w obecnie projektowanym rozporządzeniu dokonanie tej oceny to zajecie pedagoga. Jak wiec ma w praktyce teraz wyglądać współpraca nauczycieli w szkole związana z organizacją edukacji ucznia? Zgodnie z jednym rozporządzeniem, nauczyciel np. chemii ma obowiązek w ocenie uczestniczyć; zgodnie z proponowanym aktem prawnym, może – a nawet ma obowiązek, jako osoba nie posiadająca specjalistycznych uprawnień? – się z tych prac wyłączyć.
Ten problem dotyka kilku zadań w projekcie.

Piąta wątpliwość nakazuje konieczność sięgnięcia do przepisu, na który powołuje się MEN, pisząc:
„Rozporządzenie określa wykaz zajęć prowadzonych bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz, o których mowa w art. 42 ust. 2 pkt 1.”
Wspomniany przepis brzmi:
Art. 42. 1. Czas pracy nauczyciela zatrudnionego w pełnym wymiarze zajęć nie może przekraczać 40 godzin na tydzień. 2. W ramach czasu pracy, o którym mowa w ust. 1, oraz ustalonego wynagrodzenia nauczyciel obowiązany jest realizować: 1) zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, prowadzone bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz, w wymiarze określonym w ust. 3.
Czyli rozporządzenie określa, co nauczyciel ma wykonywać w ramach ustalonego w KN pensum. Wskazanie zajęć to miecz obosieczny, bowiem wskazuje jednocześnie, ze wszystko inne nauczyciel ma wykonywać poza pensum. Czy w prostej linii prowadzi nas to do przesadnego dokumentowania działań specjalistów? Praktyka pokaże. Myślę, ze pedagodzy i psycholodzy mogą mieć z tym kłopot.

Ostatnie pytanie: czy powstanie zależnoś
pomiędzy tak ściśle spisanymi zadaniami pedagoga, a zmianą (od 1 stycznia 2019) sposobu rozliczania dotacji/subwencji na dzieci niepełnosprawne?

Reasumując: absurdów i niedopowiedzeń oraz sprzeczności jest wiele. Chociaż w zasadzie wystarczyłoby, śladem Napoleona, przerwać ten wywód po pierwszym pytaniu: co nowego wnosi rozporządzenie poza solidną dawką chaosu? A może o to właśnie chodzi?
A może po prostu zatrudnieni w jednym dziale Ministerstwa nie rozmawiają z zatrudnionymi kilka drzwi dalej i nie wiedzą o tym, że regulujące odnośne kwestie rozporządzenia już funkcjonują?

Być może się mylimy. Zapraszamy do zapoznania się z treścią projektu na stronie 
i do udziału w procesie konsultacji społecznych! Tam się zapewne spotkamy…

Zofia Grudzińska
(Pragnę poinformować, że opinia powstała przy wydatnym udziale zaprzyjaźnionych ekspertów edukacji, nie jest ona moim wyłącznym dziełem, chociaż chciałabym umieć dostrzegać wszystkie ramifikacje prawne i merytoryczne wskazane przez moich współautorów!)